top of page

Przyszłość jak malowana?

  • Zdjęcie autora: Marjorie
    Marjorie
  • 26 mar 2022
  • 2 minut(y) czytania

Przyszłość, jak wszystko, zaczyna się od jakiejś tam przeszłości. Każdy z Nas ma za sobą coś, co sprawiło, że dziś jest tym, kim jest i jest w miejscu, w którym jest. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a każda podejmowana przez Nas decyzja ma swoje odzwierciedlenie w nieuniknionej przyszłości.

Zdjęcie, które zamieściłam w tym poście to ja sprzed jakichś... Siedmiu lat? Tak, sprzed siedmiu lat. To wtedy zdobyłam pierwszy certyfikat uprawniający mnie do pracy w salonie kosmetycznym, w którym po prostu rozpoczynałam przygodę z malowaniem paznokci. Nigdy nie zapomnę swojej pierwszej klientki, Betty. Była panią w wieku siedemdziesięciu pięciu lat i przychodziła do salonu regularnie co dwa i pół tygodnia. Zawsze robiła takie same paznokcie i zwracała uwagę, na dosłownie każde niedociągnięcie i każdą przypadkową zmianę, nawet w kształcie jednego paznokcie z wszystkich dziesięciu. Nie rozumiałam tego. Myślałam, że jest nawiedzona i po prostu się nudzi, jak to na emeryturze. Myślałam też, że jest zgryźliwa i chce nam dołożyć pracy, choć salon sam w sobie był dość oblegany. Kryła się za tym jednak całkiem inna historia...

Pewnego dnia Betty znów pojawiła się w salonie. Wywróciłam oczami póki odwróciła się w moją stronę, by zasiąść przy stanowisku. Była przybita. Delikatnie zaczęłam rozmowę, tak po prostu, zwyczajnie, od pogody i tego, że w piekarni obok nie polecam precli, bo dziś trafił mi się niedopieczony i był ohydny. Swoją drogą, dziwne po takim czasie pamiętać takie szczegóły. No ale trudno. Betty jak nigdy dosłownie wylała się przede mną. Wylała w tym sensie, że gdy zaczęła mówić, to pierwszy raz miałam łzy w oczach, choć to kompletnie nieprofesjonalne, a sama nie należę do jakichś mega wrażliwych osób.

Miałam okazję dowiedzieć się dlaczego robi paznokcie nie dość, że regularnie, to jeszcze w tym samym stylu co zawsze, a to nurtowało mnie najbardziej. Okazało się, że mąż Betty zmarł dziesięć lat temu i od tej pory robi to regularnie, gdyż pod koniec nagłej śmierci na atak serca stwierdził, że choć znają się czterdzieści lat, to nigdy nie widział u niej piękniejszych paznokci. Mówił to może żartem, może nie. Jednak Betty zapamiętała to doskonale. A gdy mąż odszedł, to ostatnie wspomnienie zostało z nią na zawsze... W ten sposób, w swojej głowie i sercu pielęgnuje pamięć o nim.



Sądziliście kiedykolwiek, że zwykły manicure może kryć za sobą taką wartość i sentyment?

 
 
 

Komentarze


Post: Blog2_Post

©2022 by M. Di Finacci - Makeup artist & Stylist. Stworzone przy pomocy Wix.com

bottom of page